wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział I

29 września 2009 r.
Wtorek, godzina 15:20

                        Plum, Plum, Plum... Krople deszczu spływały po oknie, jedynie je można było usłyszeć. Przerywały one ciszę, która panowała w niebieskim pokoju. Jedenastoletnia Kaitlyn siedziała przy białym biurku w którym panował idealny porządek. Skupiała się na zadaniu, już od dłuższego czasu zastanawiała się jak to rozwiązać. Nigdy nie była dobra z matematyki... Mogła sobie to odpuścić, przecież jutro nie musi iść do szkoły. Nauczyciele tłumaczyli, ale ona była zbyt podekscytowana, aby ich słuchać. Jej plan mógł się powieść, ale zostały te przeklęte zadania do odrobienia... Po kilkunastu minutach udało się! Dumna z tego faktu Kaitlyn pochowała książki, oraz szary piórnik do niczym nie wyróżniającego się niebieskiego plecaka w kratkę, z jedną kieszonką na picie po boku. Rozejrzała się po pokoju, aby się upewnić, że wszystko jest na swoim miejscu. Zazwyczaj nie panuje u niej taki porządek, ale dzisiaj była ku temu okazja. Uśmiechnęła się do siebie:
- No teraz rodzice na pewno pozwolą mi jechać. - Powiedziała po czym swój wzrok skierowała w kierunku szafy - Mam nadzieję, że tutaj to jest...
Skierowała swój krok w kierunku wielkiego drewnianego mebla, po chwili wyjmując z niego czarną torbę zakładaną przez ramię otwieraną przez dwie klamry z przody, która też posiadała zamek w tym samym miejscu. Często pakowała swoje ciuchy, gdy miała spać na jeden lub dwa dni. Mimo swojej wielkości była ona bardzo pojemna przez co nadawała się idealnie. Kaitlyn wpakowała do niej starannie swoją pidżamę, bielizną, czarną bluzkę na krótki rękaw, tego samego koloru bluzę oraz luźne spodnie. Zostało jedynie zapytać się rodziców, powinni się zgodzić pomyślała dziewczyna zamykając torbę. Skierowała swój krok ku białym drzwiom, które otworzyła dotykają swoimi dłońmi zimnej klamki i tym samym przenosząc się do korytarza. Był on ozdobiony różnymi obrazami i zdjęciami rodzinnymi, bohaterka uśmiechnęła się patrząc na nie, szczególnie podobało się jej zdjęcie swojego ojca z matką oraz ich przyjacielem, którego w dzieciństwie nazywała "wujkiem". Przekraczając próg salonu ujrzała ich, swoich rodziców przytulonych do siebie i oglądających telewizję. Odezwała się do taty:
- Tato, jest sprawa.
Anthony uśmiechnął witając się do córki i zapytał:
- O co chodzi? - Po czym zażartował - Na strzelnice idziemy dopiero w niedzielę, może pójdziesz Patricia? - Wiedział jak bardzo ją to denerwuje, ale uwielbiał kiedy się złościła.
Żona odpowiedziała jedynie mężowi lekkim uśmiechem.
- Tak wiem, ale nie o to chodzi. Mogłabym z wami jechać? - Córka popatrzyła się błagalnie na ojca. - Lekcje już odrobiłam, a pokój jest wysprzątany, więc mogę?
- Wiesz przecież, że i tak byśmy cię wzięli. - Popatrzył na nią swoim ciepłym wzrokiem. - Przecież wiem jak lubisz tam jeździć, a on też nie ma nic przeciwko. Zawołamy cię jak będziemy się zbierać.
- Dzięki tato! - Córka wtuliła się w ojca, oraz matkę. - Ja będę w pokoju.
Kaitlyn była uradowana, może jechać i znowu go spotkać. Smuciło ją jedynie, że rzadko odwiedzali "wujka", ale niestety tak bywa. Gdy znalazła się w pomieszczeniu nie wiedziała jak spędzić ten wolny czas, nie mogła się doczekać, aż go odwiedzą. Usiadła na łóżku opierając się o zimną, niebieską ścianę i zaczęła wspominać. Jak to było na początku, pierwsze odwiedziny, pierwsze "zwiedzanie" domu i pierwsza zabawa tym urządzeniem. Uśmiechnęła się do siebie rozmyślając o tym wszystkim, lubiła "wujka", i nie przez to, że zawsze dawał jej prezenty, nie. To była osoba, którą lubiła, nie wie czemu, nie umie tego opisać... W wspominaniu przerwała jej mama:
- Kaitlyn możesz się powoli ubierać - Mówiła to z uśmiechem na twarzy, zresztą nigdy z niej nie schodził.
- Dobrze.
Wstała z łóżka, aby móc założyć czarne buty, szarą kurtkę oraz torbę, którą nałożyła na ramię. Gdy już miała wychodzić przypomniała sobie o kluczach do domu. Jeszcze by tego brakowało pomyślała. Sprawdziła jeszcze torbę czy niczego jej nie brakuje, ponieważ musiałaby się wracać do domu. Ale nie wszystko było wraz z komórką, MP4 wraz z słuchawkami oraz kluczami. Rozejrzała się po pokoju ostatni raz i wyszła gasząc światło. Szła w kierunku drzwi wyjściowych, musiała jeszcze czekać na rodziców.
- Tato możesz dać mi klucze do samochodu?
- Dobra, ale nigdzie nie odjeżdżaj - Powiedział to lekko się uśmiechając.
- Postaram się - Zaśmiała się.
Otworzyła brązowe drzwi, wychodząc na dwór, gdzie ciągle padało i można było poczuć przez to przygnębienie, oraz chłód. Krople deszcze natychmiast znalazły się na jej twarzy, było ich setki, setki malutkich kropelek padających na nią. Pamiętała jak w dzieciństwie skakała na kałuże, lubiła tak się bawić. Musiała jednak iść do samochodu. Otworzyła czarne auto za pomocą przycisku i otwierając drzwi usiadła na tylnym siedzeniu. W środku było bardzo czysto, w końcu kilka dni temu było sprzątane. Po chwili pojawili się jej rodzice. Kaitlyn posłusznie oddała ojcu klucze, aby mogli w końcu ruszyć. Wyciągając z kieszonki, nałożyła swe słuchawki na uszy i kontynuowała swoje rozmyślanie. Tak dawno tam była, czy mogło się coś zmienić? Ciągle zadawała sobie to pytanie. Patrzyła przez okno widząc jedynie przyklejone krople deszczu. Było ich tak wiele. Dziewczyna położyła się na tylnym siedzeniu, za poduszkę służyła jej torba. Zawsze robiła się senna w samochodzie, dzięki temu podróż zawsze mijała szybko. Zamknęła swe oczy, pogrążając się w głęboki sen. Małżeństwo w tym czasie rozmawiali, gdy nagle zaczęli przysłuchiwać się wiadomościom w radiu:
- Wciąż nie odnaleziono Nica Wake'a. Chłopiec zaginął trzy dni temu i może być najprawdopodobniej kolejną ofiarą Zabójcy z Origami. Jeśli ktokolwiek go widział lub miał z nim kontakt jest proszony do udania się do najbliższego posterunku policji.
- Nie rozumiem jak można porywać dziecko, a potem porzucać gdzieś na odludziu - Powiedziała Patrcia z smutkiem.
- Ja również, co prawda spotykałem w przeszłości wielu psychopatów, ale to jest pierwsza taka sprawa - Odpowiedział poważnie mąż.
- Może on cokolwiek będzie wiedział? - Zapytała.
- Szczerze w to wątpię.
Szybko jednak zmienili temat, aby nie psuć sobie humoru na dzisiejszy wieczór. Po kilkunastu minutach byli już na miejscu. Zaparkowali pod średniej wielkości domem piętrowym z garażem, który oddzielało ogrodzenie. Całość sugerowała, że jest to nowoczesne budownictwo. Dom był koloru białego w którym to nachodziły drewniane elementy. Prezentował się bardzo pięknie. Na podwórku jedynie, tuż obok garażu znajdowało się czarne auto, można było już wiedzieć, że właściciel jest w domu. Kaitlyn akurat obudziła się w momencie, wyłączania auta. Wiedziała już gdzie są, wyjrzała przez okno, zawsze podobał się jej ten dom. 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Przedstawienie postaci

                 Kaitlyn Smith jest zwykłą, radosną jedenastolatką, która pragnie w życiu wiele osiągnąć, tak jak jej rodzice. Jest ona brunetką o krótko ściętych włosach, jej twarz przyozdabia para kolorowych oczu. Kaitlyn od najmłodszych lat wyróżniała się na tle innych dziewczyn, jej zainteresowaniem są sztuki walki. Od  dziecka ją to pasjonowało, było to jedno zajęcie z wielu, które uwielbiała robić w wolnym czasie. Kolejne również jest nietypowe, dokładnie co niedziele Kaitly chodzi ze swoim ojcem na strzelnicę. Dlaczego on pozwalał jej tam ze sobą chodzić? Widział, że będzie umiała się posługiwać bronią w przyszłości, będzie bezpieczna. Anthony jest wysokim trzydziestopięcioletnim mężczyzną, o krótko ściętych brązowych włosach oraz bujnych niebieskich oczach. Najważniejszymi osobami w jego życiu są córka Kaitlyn oraz żona Patricia. Był on byłym agentem FBI, lecz z niewiadomych powodów porzucił pracę. Nigdy nie mówił dlaczego, wiedziały o tym jedynie dwie osoby. Jego najlepszy przyjaciel oraz żona. Teraz zajmuje się trenowaniem drużyny sportowej, która dzięki niemu odnosi spore sukcesy. Patricia jest trzydziestotrzyletnią dziennikarką, o długich, lekko kręconych blond włosach. Jej twarz przyozdabiają błękitne oczy i szeroki śnieżnobiały uśmiech. Rodzice Kaitlyn byli wyrozumiali, pomocni, wyluzowani oraz dobroduszni, jednak potrafili być konsekwentni wobec córki. Byli zwykłą normalną kochającą się rodziną...